mapa stratunku

mapa bez środka

kominiarz bez ćwierci

pieśń bez rękawa

innego ratunku nie ma

gdy żmija płonie

sedno bez izolacji

pod kasztanem
czupryna

wypukłość dowodzi statkiem

głowa bez tacy

nagi bez klucza

idiota wyje pomidory

ręka sunie po udzie

kardynał
w podskokach
szklany

zagmatwane
żegluje
wzgórz
deszczem

gbur we wrzosach

drwal
w kredensie

jakoś idzie
dorsz w torbie

taczka do włosów
wrzawa

mięso bez wspomnień

pieszy
zmięta

tuńczyk
okrągłe

poduszka bez falochronu

drzewo bez kapelusza

w podróży
przybiega
dętka

urwany
mydło
drąży

fryzura bez kierowcy

twarde
harfa
obowiązuje

prześcieradło się po nim lepi

pszczoła
opustoszały

dziewczynek
ślepa
kobra

kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien

bagnista ujada rzęsa

związana
w naczyniu
kropla

w głębi
przedarta

jamnik tenorem urzędu

na połamanym krześle

krawiec w postaci ulewy

pustka
próbuje
w sypialni

chrząszcz
zręcznie
głodny

nurek składany nikomu

dźwig do suszenia sutann

przemieszcza się kura olbrzyma

jabłonki wychodzą z nor

świat nabiera sensu przez ślepe uczynki

wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza

nieruchomo
szczupłe
pojutrze

żwawa
w rozprutej
sól

jakie to piękne!

stół pomalowany w piżamę

chodziłam po tamtym świecie

w postaci rosy

czas leci z taśmy w mgnieniu oka

dzicz
pięknieje

ropiejąca
prowadzi
nędza

również wystaje z każdej rzeczy

deszcz korbką malowany

w drodze do po nic

ukryty w przymrozku

drapieżny zemdlał tygrys

a pan daleko?

ja do rzeźni jadę

pośród lodów arktyki

dziurawy fortepian widzi

księżyc zgasło

wandale podlewają kwiatki

do góry nogami

igła w oko puka

wszystko jesteśmy tylko spójnikami

zawsze nas coś omija

dlatego że nie ma żadnego dlatego

chuj odziedziczył naród

w przebłysku samotności

jagnię ślizgawek
pyskaty krucyfiks

snu muszlo nasza

porzeczka
osoby
wlatuje

topór
soczysty

uprawia
ścięte

trzeszczy
piwnica
siedzi

leżał owad w locie

pęknięty
w kiełbasie

statek
mucha
ukłony
zapina

proszę zamknąć oczy gitarze

pokrzywie dłoń wyrasta

bezbronny

grzmot
obraduje
wiosło

osioł zbankrutowanym kotem

pilny
grabarz
stanikiem

pod wysokimi drzewami
przyszłość
przybija

oczekuje
błękitu
kreda

na sankach
żyrafy

but cebulowy nerwicy

głaz bezgłowego pilota szkoli

w nikąd dorosły

dookoła
zwisa
krokodyl

w karafce

nadepnięty

szpak w puszce wieczór nietknięty

konduktor
twarzą ostemplowany

biegnie
siekierą

ambitna mucha w podróży dookoła brzęku

karaluch ciepły jabłkowy

oczodołami

podkolanówek

piła olbrzyma weryfikuje

brzegiem i krwią

ze stali niepojętej

o niej chmarzy ziemia

kropla od mroku

tonie

larwa plemeniem podrapana

srebrnokulawy

rekin lat temu

wagonów widelec w pobliżu błądzi

z paniką
jeż czyha w zakonie

łotr na apostole uchylając powiekę

dialekt dzierżawi rolnika

dzwonnica bez kałuży

pięknie się wije

gigantyczny
mruga pogrzebacz

i inne niepodobne

światła
do zatopienia

splecione
w zwolnionym tempie

władza
snu
tajna

sęk
kluczy
kroczy

krzyk zarasta bulwary

hotel kamienny scyzoryk

czas się w nas umówił z nikim

blizna dokonuje osoby

słoń na druty tyje

śpiewa zabita pluskiewką

śnieg wymiotuje

bóg nie do oderwania od wszy

drobinkami

szklany

niepodłączony

w każdej postaci

ciemniejący w światło

szczudeł tupot

sęp
szczeka
z wątrobą

o ośmiu wargach

świnie samotne bez parasola

człowiek nie do oderwania od smyczy

dozgonnie powleczony nadzieją

ostatnia stroma królewna

samica pomidorowej

ambitna tytuł

w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy

kulig prowadzi łodygę

larwa ulewy

porcje rozychylają się porcjom

niechcący

niewidzialne łączy świat na części

krowa z wyjątkiem mąki

w obcisłej spódnicy

samiec karuzeli

nic jest ciekawsze niż ja

każda rzecz jest żadna

gumowy
drapieżny
przez wieki

potwór przysięga obsesji

papier scierny i wierna
pokryte meszkiem
bękarta

bez końca panna włosie

od czasu do czasu los nas znosi

w wilczurze
wnikliwa
płonie
sprężyna

klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie

kropla przerywa węgorza
korniszon

wiertło
ulicy
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego

pięść dysponuje solistą

wieża debiutuje w hordzie

kuzynka w cenie poduszki otwór

ząb proroczy wypada głaz

każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
dotyczy
rozmazuje
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość

słowa wdychają się przez inne

mniej znaczą niż są

teraz nie do oderwania od nigdy

policjant lufcikiem brutalnie zwleka

szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki

człowiek służy też do podlewania ziemi

światła krwią
puka
mowa ciała sekunda

dłuto autobusu
flanela

klamka
fryzury
zatruta

papieża
plandeka

kiełbasy
spadzista
wyrocznia

motyl w postaci cielska
kuleje
z rozmachem

tramwajem zarosłe
zbłąkane
piórko

stado mostów
beczy

na niebiesko i biało
zakrwawione kobiety

pośrodku arbuzów
aresztu

bezpośrednio
sterylny
pan szuka pani
o brązowej tarczy

nad szwami jej brzucha
nadejdzie poranek

stratunku!